ZATOPIONE
MIASTA
Paolo
Bacigalupi
W
Zatopionych Miastach była wojna i były zgliszcza, upał, pot,
komary i słona woda, ale było też dziwaczne życie dzikiej
gęstwiny, która zagarniała z powrotem swoje terytorium, sięgając
coraz dalej i dalej w głąb miejsca od niedawna należącego
wyłącznie do ludzi.
No i był
także złom.
W
powieści Bacigalupi dystopijna atmosfera wzlatuje ponad książkę
stając się namacalną częścią otaczającej nas rzeczywistości.
Upadający świat tak dobrze znany nam z filmów i seriali, tu
przybiera bardzo realistyczną formę. Autor powoli maluje przed nami
świat pełen okrucieństwa i cierpienia, któremu przeciwstawia się
szczypta złudnej nadziei. Opowieść rozpoczyna się od ucieczki
potężnego monstrum, połączenia człowieka i psa, niezwykle silnego
i wytrzymałego Toola. Jest ostatnim z genetycznie zmodyfikowanego
gatunku, bo jako jedyny ma w sobie niezwykłą determinację i
potrzebę wolności. Traktowane jak zwierzę, a jednak bardzo
człowiecze stworzenie niechybnie umarłoby, gdyby niespotkana
przypadkowo para bohaterów. Mahlia i Mouse, pomocnicy lokalnego
lekarza, którzy wybierają się do dżungli na poszukiwanie
jedzenia. Moment, w którym Mouse postanawia zbliżyć się do Toola
drastycznie zmienia ich życie. Od tej pory już nic nie będzie
takie samo dla jednorękiej Mahli, choć może dzięki temu spotkaniu
w końcu wróci do swojej pokojowej ojczyzny?
Amerykański
pisarz, czterdziestodwuletni Paolo Bacigalupi jest rzeczywistym
mistrzem w swojej dziecinie. Widać wiele pracy i dokładności w
stworzonej przez niego fabule. Lecz jego styl wydaje się wyuczoną
umiejętnością formowania zdań. Owszem jest to piękny i barwny
język, lecz niektóre momenty wskazują na niechybną słabość
pisarza – surowe podejście do słowa. Powieść Amerykanina
przekazana jest czytelnikowi w najbardziej zrozumiałej formie i
przeszkadza mi to, że nie daje się czytelnikowi domyślić. Nie
daje mu się zastanowić. Niewyjaśnione kwestie zaraz prostuje,
narażając się na wyraźne powtórzenia. Ten styl, choć
niezaprzeczalnie dobry i wyrafinowany, nie należy do wrodzonych
talentów, co widać zresztą po mało artystycznej biografii pana
Bacigalupi.
Chylę
jednak przez tym wyuczonym stylem czoła, ponieważ Zatopione
Miasta to pierwsza od dawna książka, która tak mnie wciągnęła,
że byłam w stanie przeczytać ją w tydzień. Podnosi na duchu
fakt, że istnieją na tym świecie młodzi dobrzy pisarze (bo tak
można nazwać niespełna pięćdziesięcioletniego Bacigalupi). W
świecie, w którym największą popularność zdobywa saga o
wampirach, perfidnej Stephenie Meyer, taka perełka to rzadkość. W
Zatopionych Miastach widać wyraźną refleksję nad ludzkim
instynktem bardziej barbarzyńskim i dzikim od instynktu zwierzęcego.
Pierwsza połowa powieści ukazuje staczające się ku dnu
społeczeństwo, w którym nieliczne obiecujące jednostki tracą
nadzieję na normalność. Ale w miarę przebiegu akcji, okazuje się,
że ci wszyscy żołnierze nie są tacy źli. Że oni także są tymi
obiecującym jednostkami, tylko już pociągniętymi na dno. Ale ku
pomocy silniejszych, może uda się z im z niego podnieść. Z
Zatopionych Miast emanuje głęboka psychologia. Bacigalupi
atakuje nas kontrastami. Bawi się z czytelnikiem, każąc mu
nienawidzić złych bohaterów, by potem nagle ich pokochać.
Zastanawiamy się wtedy, czy rzeczywiście nie ma on racji, czy nie
widzimy w ludziach zła, nawet im się nie przyglądając?
Refleksyjność tego tematu tym bardziej do mnie przemawia, że w
dwudziestym pierwszym wieku nauka psychologii jest na tyle
rozwinięta, by wiedzieć, że człowiek niezaprzeczalnie jest dobry.
Lecz to, co robi z niego świat, to nasza utylitarna porażka.
Fabularnie
nie usatysfakcjonowało mnie tylko zakończenie dystopii. Obiecujący
morski horyzont, w którego stronę chce się udać Mahlia z
nawróconymi nowymi przyjaciółmi. Pragnienie ucieczki od wojny, a
zarazem uświadomienie sobie, że się tą wojną jest. Jednak
Bacigalupi zostawia duże niedomówienie objawiające się umysłową
pustką. Nie wiadomo bowiem, czy Mahli naprawdę uda się odejść.
A jeśli tak, to jak zmieni się jej życie? Czy Bacigalupi bał się
zostawiać książkę z konkretnym zakończeniem, które z każdej
strony byłoby dość frustrujące? Czy może postanowił urwać
powieść, aby dać nam możliwość do namysłu? Myślę, że tę
kwestię zostawię indywidualnej kontemplacji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz