ANIELSKA SZKOŁA MIŁOŚCI
Eduard Martin
(…)
Mam dla ciebie prostą radę. Jesteś smutna, ponieważ chcesz być najlepsza, a
ludziom jakoś nie udaje się być najlepszymi... Ale już samo to, że się starają,
oznacza, że robią coś dobrego, gdyż w przeciwnym razie byliby często bardzo
źli. Wyobraź sobie, kiedy masz jakieś trudności i nie wiesz, co zrobić (...),
JAK NA TWOIM MIEJSCU ZACHOWAŁBY SIĘ ANIOŁ.
Jak
zachowałby się anioł? Czy odpowiedzieć na to pytanie mogą sobie tylko wierzący?
Czym jest anioł w kontekście moralnym i światopoglądowym? Nie jest bóstwem,
lecz skrzydlatym stróżem. Jest człowiekiem. Ideałem człowieka. Wzorem, na
którego podobieństwo zostaliśmy stworzeni. Człowiek jest dobry. Tak można
byłoby się odnieść do kwestii anioła. Człowiek jest dobry i jeśli tę dobroć w
sobie zachowuje jest aniołem. Każdy akt miłości wobec innych, każdy miły gest,
każdy uśmiech, wszystko to z osobna to aniołowie. Jak zachowałby się anioł? Ten
cytat każe sam siebie powtarzać. Pierwsza historia, a ja otworzyłam szeroko
oczy, nie mogąc uwierzyć tak prostym słowom. Odpowiedź na to zdanie jest
rozwiązaniem wszystkich problemów. Satysfakcja ze spokoju, jakie daje anielskie
zachowanie, da nam o wiele więcej od korzyści, na jakie liczyliśmy. Więc jak
zachowałby się anioł?
Eudard
Martin to nie tylko prozaik, lecz jak można poznać po specyficznym stylu, także
i poeta. Urodzony w 1951 roku Czech pisze powieści, opowiadania, sztuki
teatralne, lecz jak dla mnie jego największym sukcesem jest ten oto poradnik.
Nie ma tu typowych psychologicznych odpowiedzi na pytania „co zrobić, gdy...”.
Zestawienie autentycznych historii, które autor zbierał przypuszczalnie już od
dłuższego czasu to krótka szkoła życia sprytnie działająca na wyobraźnię. Za
nim się spostrzeżesz utkną w tobie oczywiste, a z drugiej strony niesamowite
prawdy, które zakręcą łzę w oku i zmusza cię do przemyśleń. Jak zachowałby się
anioł? To tylko jedna z wielu refleksji.
Ciekawą
rzeczą jest niewielka obszerność historii, nie trwających dłużej niż kilka
stron, często mniej niż trzy. Interpunkcja, powtórzenia a także forma grają
ogromną rolę w odbieraniu opowiadań. To nie są bowiem zwykłe teksty, to
przesłania! Dlatego bulwersuje się na samą siebie, gdy zamiast skupić się na
tym co najważniejsze, denerwują mnie te niedopowiedzenia, to że nie mogę poznać
odpowiedzi, wyjaśnień, zostawionych prywatności opowiadających. Nie na tym
polega ta książka. Nie na tym, by poznać ciekawą historię. By dowiedzieć się
dlaczego sąsiadka tak bardzo nienawidziła swojego sąsiada, albo co stało się z
tymi, którzy szli na pierwszy ogień ku barykadzie. Musimy wejść głębiej. Musimy
ujrzeć wnętrze słów. Historia jest bowiem tylko ich powierzchownym ubraniem,
jest realną przypowieścią. Lecz treść jest w przesłaniu. Samym przesłaniu.
Jeśli je zrozumieliśmy, nie musimy czytać dalej. Tak właśnie tworzy i trochę
bawi się z nami Eduard Martin, zmuszając ludzki umysł do zaciekawienia. Bo czy
ktoś kiedykolwiek zastanawiał się dlaczego ta jedna owca uciekła pasterzowi?
Jaki grzech popełniła? Dlaczego postanowiła uciec? Lecz w tym przypadku
niedomówienie zostało podkreślone, by jeszcze mocniej podkreślić małostkowość
zewnętrzności.
Cała
książka i wszystkie jej rozdziały nie są ułożone w sposób neutralny. Widać tu z
góry zaplanowaną kompozycję. Początkowe historie są łagodne, opowiadają o
miłości, potem przechodzą w coraz to silniejsze emocjonalnie. Bardzo podobała
mi się historia o „Chłopcu, który wart byłby grzechu”. Wstrząsnęła mną podobnie
jak inne opowiadania o odrzuconych ludziach chorych, o strachu i niepotrzebnej
ostrożności, o egoizmie, który owłada głupota. Historia była tak ciekawa, że
nie mogłam przestać jej czytać, nawet gdy musiałam już wysiąść z tramwaju.
Niedopowiedzenie zabolało mnie tym bardziej. Lecz potem zaczęła się część
bardzo dotkliwa. Anielska Szkoła Miłości to taka książka, którą mógłbyś
połknąć, gdyby nie gorycz, zmuszająca cię do odpoczynku po każdej stronie.
Tematyka śmierci była dla mnie tak wstrząsająca, że robiłam duże przerwy między
historiami na otrząśnięcie się z wrażeń. Geniusz Martina polega na tym, że w
niewielu słowach potrafi przyciągnąć, by potem móc tobą potrząsnąć w najmniej
spodziewanym momencie. Dziękuję mu jednak za to, bo rzucił mi nowe światło na
poruszone przez niego problemy. Książka ta bowiem nie tylko uczy kochać, uczy
też żyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz