poniedziałek, 26 stycznia 2015

BIRDMAN

BIRDMAN
Alejandro González Iñarritu

People, they love blood. They love action. Not this talky, depressing, philosophical bullshit.

Birdman to po pierwsze opowieść o brutalnym ego, sile myśli i szaleństwie głównego bohatera - Riggana (Michael Keaton), którego prześladuje wspomnienie kariery hollywoodzkiej gwiazdy i bycie superbohaterem w komercyjnych filmach popularnych, których jedynym celem jest nakręcenie jak największej ilości obrazów o dobrze sprzedającym się obrońcy miasta. Pragnąc zerwać doklejoną mu etykietę Birdmana, którą ludzie rozpoznają na ulicy i z podnieceniem doskakują z prośbą o autograf, postanawia wynająć teatr i przedstawić własną adaptację opowieści Raymodna Carvera What We Talk About When We Talk About Love, który dawno temu napisał na serwetce pochwałę na temat jego gry aktorskiej. Nie bez kozery Alejandro wybrał do tej roli właśnie Keatona, filmowego Batmana kojarząc go z odgrywaną niegdyś postacią.

Po drugie Birdman to genialna technika operatorska i niesamowita praca ekipy filmowej. Ujęcie ciągłe, które godne jest podziwu nawet na kilka minut w słynnej scenie w Chłopcach z ferajny w Birdmanie zdobywa nowy poziom niemożliwości. Przymykając oczy na zaciemnienie wnętrza, w których z pewnością następowało cięcie na herbatkę, to taka technika nie zdarza się na co dzień i z pewnością umacnia mnie w przekonaniu, że Birdman jest filmem wyjątkowym.
Reżyser z dużą dokładnością pilnuje wprowadzanych gęsto wątków. Dotknięty artystyczną depresją Riggan stawia na swój spektakl wszystko, zarówno materialnie, jak i duchowo. Nieprzerwanie prześladuje go zachrypnięty głos Birdmana, jak i kłopoty rodzinne: rozwód z Sylwią (Amy Ryan) i problemy narkotykowe córki (Emma Stone). Riggan próbuje znaleźć stałość w związku z jedną z aktorek, Laurą (Andrea Riseborough), ogłaszającą mu radośnie nowinę o ciąży, którą Riggan przyjmuje z niepewną aprobatę.

Dla stworzenia konfrontacji i otwarcia jego osobowości w obsadzie spektaklu pojawia się Mike, grany przez boskiego Edwarda Nortona, który pokazuje Rigganowi techniki grania złożone ze zwodniczej improwizacji, ale za to pełnej emocji i autentyczności, a przy tym także niezwykle personalnej. Mike jest więc mentorem, a zarazem staje się wrogiem Riggana, którego perfidnie prowokuje i poniża, nie mogąc wczuć się w powagę sytuacji, a także zrozumieć zażyłości Riggana do jego sztuki. Mike jest aktorem z wysokiej półki, który więcej ma w sobie szczerości na scenie niż w prawdziwym życiu. Dopada go kryzys wieku średniego i widzi w Sam, córce Riggana, młodość, która mimo wszelkich starań, tak naprawdę odeszła. Zazdrości jej wyłupiastych, narkomańskich oczu, inaczej obserwujących świat. Świadomy swych słabości i krytyczny wobec swojej fałszywej osobowości, stanowi najbardziej intrygującą postać.

Alejandro bawi się widzem, ukazując mu sceny fantastyczne jako wymysł chorego umysłu Riggana, ale nie do końca daje nam uwierzyć w realistyczną wizję świata. Główny bohater cały czas wydaje się herosem, nieradzącym sobie z potęgą swoich myśli, a my balansujemy między wizją prawdziwego superbohatera a przekonaniem o jego głębokich problemach psychicznych.


Żeby jednak w końcu pociągnąć akcję do punktu kulminacyjnego i zakończyć film, Alejandro zaczyna psuć fabułę. Także gra aktorska i wątki przestają być takie intrygujące. Mike znika po swojej scenie w łóżku z żoną Jacka (postaci Riggana w jego spektaklu), a potem wszystko wydaje się nie mieć większego przesłaniania. Już w konfrontacji z krytykiem teatralnym gra aktorska Keatona zaczyna przypominać słabe starania celebryty. Film kończy się niejasno, a zachwyt na twarzy Sam w ostatniej scenie przypomina twarz małego dziecka spoglądającego za balonikiem. Gdzie nagle podział się geniusz zmagań myślowych, moc wątków i dobra gra aktorska, która w mniemaniu Akademii Filmowej zasłużyła na Oscary? Najwyraźniej Birdman ma pozostawić nas w niepewności i niedosycie po zagadkowym zakończeniu. Co jednak nie zmienia faktu, że jest niewiarygodny i ze złośliwośc czeka się aż w końcu nastąpi to cięcie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz